Napisali
Ilona Nowak
"Lunatyczka"
Budzi mnie srebrzysty szept nocy
Otulona blaskiem miesiąca
Stąpam bezszelestnie
Po smugach rozlanych promieni
Szukając ciepła
Szukając spokoju
Znajdując tylko sen...
Morfeusz lekarstwem na gorzki świat
Zapomnieniem
Ucieczką
Więzieniem
Słodkim smakiem nieistnienia...
Marta Gagacka
"Giganci”
Mała, malutka, maciupeńka.....
stoję wśród was – olbrzymów
miażdżących stopami
uczucia maluczkich ludzi.
Stoję wśród zwierząt,
połykających zachłannie kęsy
mamońskich rozkoszy,
stoję wśród maszyn,
ze sztucznym sercem
i mechanicznym mózgiem.
Stoję wśród gigantów.....
Zapatrzonych w Siebie i Swoje bogactwa.....
Stoję....
i nie mogę otworzyć bramy
do waszego świata.
Aleksandra Midzio
„Tego wieczoru poruszyliśmy całym niebem.
Pamiętam, gdy spragniony dotykałeś mego ciała
Ciała, które pod wpływem Twych dłoni i ust
Płonęło , niemal rozpuszczało się jak świece
stojące obok.
Widziałam jak księżyc zerkał na nas,
A gdy Twój gorący oddech dusił mnie
Nieprzytomną z rozkoszy; on zawstydzony
zakrył oczy gwiazdami!!!”
Paulina Bator
… i wtedy powiem: Tak
Bez znaczenia, że zatracała się w nicości czekając na Ciebie,
Wówczas ból uśmierzało echo Twoich obietnic.
Mniejsza z tym, że spod malachitowych powiek spływały łzy wzorem porannej rosy po liściach mięty.
Nieważne, że gdy mimowolnie dosięgała Was wzrokiem zakrywała oczy gałązką jaśminu, by koić cierpki widok.
Jakkolwiek… Jej bezdźwięczne myśli były pełne odcieni nadziei.
Wreszcie upragniony wyłoniłeś się niczym z gęstwiny traw,
Oczekując na Nią ze szmaragdowym pierścionkiem...
Ale spóźniłeś się w drodze do Jej serca- spłonęło z tęsknoty...
Trucizna już przeniknęła w Jej głąb...
Zapach Indygo
Uniosłeś Ją ponad ziemię, zatopiliście się w białej pościeli z chmur
Zaprzyjaźniła się z obłokami- ciepłą mozaiką twych oddechów
Byłeś Moim Niebem…
Twoje modre oczy spacerowały po Jej niebiańskich kształtach
Na zawsze zapamięta bukiety błękitnych niezapominajek od Ciebie
Z siedmiobarwnej tęczy jak z łuku celował do Was Amor Nocą, pod szafirowym sklepieniem…
Nagle runął grad i lazurowy firmament zamienił się w szarość
Wiatr- Złodziej- rozwiał Jej przyjaciół po świecie
Ty- Zdrajca- znalazłeś Swoje Niebo
Moje okazało się Piekłem…
Jej droga do Eldorado wciąż trwa
Ewa Jaworska
***
Była noc. Mały, siedmioletni chłopiec obudził się. Jego serce przepełniał strach. Jego wątłe ciało było rozpalone. Nie był to objaw gorączki ale długotrwałego niepokoju o swoje bezpieczeństwo.
Usiadł na łóżku. Rozpłakał się.
- Mamo!- zawołał.
W całym domu panowała cisza.
- Tato!- powtórzył wołanie.
W domu był zupełnie sam. Zaczął cichutko płakać. Bał się, był głodny i zupełnie sam. W jego małej głowie kołatało się pełno pytań. Gdzie są jego rodzice? Gdzie poszli? Dlaczego go zostawili? Płakał coraz głośniej i głośniej. Myślał, że może go ktoś usłyszy, lecz tak się nie stało. Powolutku wstał z łóżka i ubrał się. Był bardzo chudy i mały. Na udach i rękach było widać sińce i zadrapania. Jaś zapalił światło, poczuł się raźniej. W pokoju panował bałagan, pomieszczenie było skromnie umeblowane a w rogach stały puste butelki. Stosy brudnych ubrań porozrzucane były na podłodze. Omijając przeszkody chłopiec poszedł do kuchni. Był głodny. Przypomniał sobie, że wczoraj nic nie jadł, ponieważ mama była pijana i spała.
Nagle w drzwiach zazgrzytał klucz, dziecko stanęło jak wryte. Drzwi się otworzyły i do środka weszła kobieta a potem mężczyzna. Byli pijani, zataczali się i głośno o czymś rozprawiali. Nawet nie zauważyli małego dziecka, które do nich coś mówiło.
- Mamo, jestem głodny- powiedziało dziecko.
- Synu idź spać, jest już późno- odrzekła matka i popchnęła go w stronę pokoju.
- Mamo daj mi jeść! Boli mnie brzuch.
- Idź spać! Nie krzycz łobuzie! –krzyknął pijany mężczyzna i ruszył w stronę chłopca.
Pijanym krokiem zbliżał się i zaczął wymachiwać rękami
- Wynocha spać! Rozkazywał.
- Wynocha!
Dziecko zaczęło płakać. To jeszcze bardziej rozwścieczyło mężczyznę i zaczął go okładać pięściami. Wątłe ciałko przyjmowało razy a dziecko krzyczało:
- Ratunku! Mamo pomóż! Kobieta przyglądała się bezczynnie.
Nagle zaczęła się śmiać.
- Chodź, Krzysiu, napijmy się. Zostaw smyka. Zamknij się! Krzyknęła spojrzawszy na dziecko.
Nie przytuliła go, nie pomogła, nie dała jeść. Wygoniła go do pokoju jak zbite zwierzę.
- Mamo, boli mnie –żaliło się dziecko, wycierając wierzchem dłoni krew z ust.
- Poboli i przestanie. Idź. Nie przeszkadzaj.- odparła matka wepchała go, zamykając drzwi.
Jasio nie usnął, bolało go całe ciało. Chlipał cicho. Nie czuł głodu tylko dotkliwą krzywdę i samotność. Za drzwiami słychać było śmiechy i brzdęk szkła. Rano chłopiec nie poszedł do szkoły. Nie wstał z łóżka. Bolało go całe ciało, które było prawie całe sine. Z bolesnego letargu wybudził go silny kuksaniec.
- Wstawaj obiboku. Otworzyło dziecko oczy i zobaczyło twarz młodej kobiety. Twarz przepitą, obrzękniętą ale jeszcze ładną. To była jego matka. Uniósł głowę i zobaczył, że w kącie na drugim łóżku śpi ten obcy facet.
- Mamusiu, kto to jest? –zapytał się.
- Twój nowy tata. Masz go słuchać –dziecko zdziwiło się.
Co dzień, co noc powtarzały się pijatyki. Nikt nie myślał o dziecku. Dorośli byli zajęci sobą i piciem. Nie zauważali chłopca. Nie spytali czy jest głodny. Tak minął tydzień. Chłopiec sam radził sobie jak umiał. Starał schodzić z oczu pijakom. Gdy spali podkradał im coś do jedzenia. W takich warunkach mały Jasio wychowywał się. Mijały mu dni. Jeden podobny do drugiego. Dni pełne strachu, głodu i mocnych szturchańców. Pewnej nocy znów mały, głodny chłopiec obudził się. Znów był sam wśród ciemności przepełnionych zapachami brudnych ubrań, alkoholu. Jasio wstał i ubrał się. Wstał z postanowieniem w małym serduszku. ,,Ucieknę”- myślał, ,,ucieknę daleko aby mnie oni nie znaleźli. Nie kocham ich bo oni mnie nie kochają”.
- Chodź misiu, pójdziemy daleko stąd –powiedziało dziecko do swej przytulanki.
Wyszedł z domu, wyszedł w ciemną noc, na ciemną ulicę, która była pełna obcych ludzi. Szedł sam. Z oczu dziecka płynęły łzy, które zostawiały ślady na jego brudnej buzi. Dziecko straciło poczucie czasu. Szło jak w letargu. Nie czuło strachu. Uciekało przed swoją złą matką. Do serca przytulało swojego jedynego przyjaciela, misia. Zaczęło świtać. Ulice zaczęły zapełniać się przechodniami spieszącymi się do pracy. Każdy szedł szybko, zatopiony w swych myślach. Nikt nie zważał na dziecko, które ściskając pluszaka szło samo. Mały Jaś poczuł silny ból nóg. Usiadł by odpocząć na ławce. Był tak bardo zmęczony, że usnął. Nie wiedział malec ile spał. Obudził się gdy poczuł, że ktoś go bierze na ręce. Przestraszył się. Chciał uciekać ale silne ramiona mocno go trzymały. Dziecko otworzyło oczy. Zobaczyło twarz młodego mężczyzny, który się uśmiechał. Oczy jego były smutne.
- Co robisz tutaj mały? -Spytał się nieznajomy.
- Gdzie jest twoja mama? -Zadawał dalej pytana.
Jaś bał się odzywać więc milczał. Serduszko mocno mu waliło w piersi. Czuł, że zaraz mu wyskoczy przez gardło. Pozwolił jednak zanieść się na najbliższy posterunek policji. Dziecko zostało nakarmione. Cały czas przy nim był nieznajomy mężczyzna, który obserwował chłopaka.
- Jak masz na imię, chłopcze? Pytał ponownie.
- Jaś – odparło ośmielone dziecko.
- Jaś – powtórzył mężczyzna i zamyślił się.
- Miałem ja synka o takim imieniu. Był w twoim wieku. Zaginął. Szukam go od czterech lat.
Do pokoju, w którym przebywał mężczyzna z dzieckiem wszedł policjant. Uśmiechał się miło do dziecka. Zadawał mnóstwo pytań. Jaś starał się na nie jak najdokładniej odpowiadać. Opowiedział również o swoich ostatnich przeżyciach i o tym, że uciekł z domu. Obaj mężczyźni spoglądali tylko na siebie. Na ich twarzach odmalował się gniew na przemian ze współczuciem dla małego uciekiniera. Gdy mały Jaś skończył opowiadać odetchnął głęboko. Poczuł się tak jakby zrzucił ogromny ciężar z serca. Mężczyzna przytulił chłopca i westchnął.
- Oj, synku! –z jego oczu potoczyły się łzy.
Dziecko przytuliło się do mężczyzny
- Chciałbym abyś był moim tatą – Jasio usnął.
Policja stanęła na wysokości zadania. Ogłoszenia w radio, telewizji, w gazetach dały nadspodziewanie szybko rezultat. Znaleziono matkę Jasia. Przywiózł ja radiowóz. Pijana, w brudnych rzeczach awanturowała się, była wręcz agresywna. Krzyczała:
- Oddajcie mi mojego Jasia!
Policjanci zaprowadzili ją do pomieszczenia gdzie przebywało dziecko z mężczyzną, który nie opuścił go od chwili znalezienia. Opiekował się Jasiem. Dziecko często się do niego przytulało. Gdy na moment wychodził z pokoju Jaś już go szukał i zaczynał płakać. Wszystkich zdziwiło, że tak szybko dziecko może pokochać i stać się ufne do obcej sobie osoby. Matka wprowadzona zaczęła krzyczeć na dziecko.
- Ty łobuzie! Jak mogłeś uciec z domu! Zobacz jak ja wyglądam przez ciebie.
Malec wystraszony nie podbiegł do matki, nie chciał nawet na nią patrzeć. Wtulił się w ręce swojego opiekuna. Czuł się w nich bezpiecznie. Matka widząc to wpadła w furię. Chciała dziecko siłą wyrywać. Policjanci powstrzymali ją. Obezwładnili. Ostudziło to jej agresję. Przytomniej spojrzała na syna a potem na mężczyznę, który stał oniemiały. Spojrzała i oniemiała. Przez chwilę w pomieszczeniu zapanowało milczenie.
- Gosiu, jak mogłaś. –pierwszy przerwał je nieznajomy.
- Co ty zrobiłaś. Nam, naszej rodzinie.
Kobieta stała cały czas patrząc. W oczach jej był strach i niedowierzanie.
- Ja was tak długo szukałem –kontynuował- wyobrażałem sobie najokropniejsze rzeczy.
Jak mogłaś mi –poprawił się- nam, to zrobić?
- Wiktorze.
W toku dalszego postępowania cała sprawa wyjaśniła się. Pani Małgorzata, po czterech latach małżeństwa uciekła z domu uprowadzając ze sobą syna. Zamieszkała ze swoim przyjacielem. Synowi nie opowiadała o ojcu. Żyła w ciągłym transie picia i zakłamania. Przez cztery lata ukrywała dziecko przed prawdziwym ojcem. Unikała spotkań. Ojciec dziecka nie pogodził się ze zniknięciem obojga. Szukał ich. Codziennie przemierzał miasto wzdłuż i wszerz. Dawał ogłoszenia. Dopiero przypadek sprawił, że pomógł dziecku, które okazało się jego zaginionym Jasiem. Przed sądem, odbyła się rozprawa przeciw matce Jasia. Oskarżono ją o znęcanie się nad dzieckiem. Wyrok jaki zapadł był nieadekwatny do krzywd jakich doznało i dziecko. Brzmiał: pozbawienie praw rodzicielskich i dwa lata więzienia w zawieszeniu na trzy lata. Jaś i jego tata nie spotykają się z panią Małgorzatą. Jaś długo nie mógł przespać nocy. Często budził się, płakał. Miłość ojca jednak to przezwyciężyła. Tworzą teraz obaj szczęśliwą rodzinę.
Agnieszka Suligowska
DZIEŃ JAK CO DZIEŃ.
Ranek zawsze jest taki pogodny. Przez okna zagląda czerwcowe słońce, które nie pozwala mi spać. Rozpromienia moją twarz i wtedy wiem, że nadszedł nowy dzień. Korzystam z porannej toalety pod nogami plącze się mój kochany pies, który marzy o spacerze. Łapie smycz w pyszczek i biega za mną, macha ogonem i patrzy roześmianymi oczami.
Jak już się ogarnę, ubiorę to idę z nim na spacer. Jak co dzień spotykam sąsiadkę z piątego piętra, ma ona pięknego owczarka niemieckiego, który nazywa się Brutus. Jest dwa razy większy od mojego Rokiego, ale widocznie im to nie przeszkadza, bo bawią się świetnie, podczas gdy my z panią Dorotką rozmawiamy. Przeważnie nasza rozmowa skupia się na szkole, na dzieciaczkach, które ona uczy. Jest młodą nauczycielką, ma około 30 lat jest promienna, widać, że to co robi sprawia jej ogromna radość. Uczy w naszej podstawówce w klasach 1-3. Gdy spacerujemy koło boiska szkolnego, mijają nas rozkrzyczane dzieci, które zawsze kłaniają się i mówią życzliwie:
- Dzień dobry.
Chciałabym być kiedyś taką nauczycielką jak pani Dorotka. Często spotykamy pana Tomka z trzeciego piętra, który wraca ze sklepu z zakupami, a są to najczęściej bułki i mleko, które kupuje dla swoich pociech. Wracając z półgodzinnego spaceru zastajemy przy skrzynkach listonosza, który czasem ma coś dla nas. Rozchodzimy się z panią Dorotką życząc sobie miłego dnia i wiedząc o tym, że spotkamy się jak co dzień o 21.00.
Wracam do domu, jem śniadanie, szykuje się na uczelnie i wychodzę na autobus. Umówiona jestem zawsze z Anką a na następnym przystanku wsiadają trzy dziewczyny Paulina, Asia i Milena. Jeździmy 21, które grzeszy punktualnością, co prawda nie dużo, ale czekać trzeba, a słońce praży niemiłosiernie. W autobusie jeździ z nami chłopak, którego żadna z nas nie zna, ale zawsze patrzy, uśmiecha się i wysiada na tym samym przystanku co my. Można by pomyśleć, że to całkowity przypadek, ale kto wie…
Na uczelni czas raczej leci szybko, choć nie zawsze, ale przeżyć się da. Są czasami sytuacje, które później długo wspominamy ze śmiechem na twarzy. Wracam do domu, wychodzę z psem, chyba że zrobi to ktoś za mnie, choć rzadko się to zdarza. Każdy ma jakieś obowiązki, rodzice uznali, że do mnie należy wychodzenie z psem. Dobrze, że mi śmieci nie każą wyrzucać, ale czasami to robię. Tata uważa, że po uczelni jestem bardzo zmęczona, w sumie ma racje. Zawsze woła:
-Obiad na stole!
Zaraz po nim biorę się za przygotowywanie do kolejnych zajęć. Chyba każdy ma swój ulubiony program, albo serial, ja tez mam, ale rzadko mam czas go obejrzeć. Często spotykam się z przyjaciółmi. Chodzimy na pizze, czasami też na karaoke. Lubię taka formę spędzania wolnego czasu. O 21.00 idę z psem a zarazem na spotkanie z panią Dorotką, po spacerze wracam do domu, zajmuje się ostatnimi sprawami jakie są do zrobienia na następny dzień i jeżeli jest szansa na przespaną noc to układam się do snu. Akurat w czwartek miały być luźniejsze zajęcia, więc położyłam się spać wcześniej tak około godziny 23.30.
Gdy wstałam było całkiem inaczej… Zamiast wdzierających się promieni, które zawsze mnie budziły, za oknem było brzydko i szaro, aż mi się wstać nie chciało. Pies leżał w swoim koszyku i gdy mnie zobaczył nawet nie wstał.
W domu było cicho, ciemno, aż dziwnie. Sądziłam, że tata śpi, więc nawet nie zaglądałam do jego pokoju, żeby go nie obudzić. Pomyślałam, że szybko się ogarnę, wyjdę z Rokim i będzie tak jak zawsze. Jednak myliłam się. Ku mojemu zdziwieniu nie spotkałam pani Dorotki, na dworze było pusto. Żadnej żywej duszy, żadnego przejeżdżającego samochodu. Nawet pan Tomek nie wracał z zakupów. Dzieci nie biegły do szkoły. Było tak jakby czas się zatrzymał. Wszędzie cicho, pusto, szaro. Wydawało mi się, że jesteśmy sami, tylko ja i Roki. Przychodziły różne myśli, czy może coś przespałam, czy wszyscy wpadli w czarna otchłań, otrząsnęłam się i wiedziałam, że to absurd. Nie wiem jak mogłam tak pomyśleć.
Wróciłam do domu i postanowiłam zapytać taty co się dzieje, niestety jego też nie zastałam. W domu było cicho i pusto jak nigdy. Nawet nie miałam z kim porozmawiać. Chwyciłam za telefon i postanowiłam zadzwonić do… do kogokolwiek, ale wszędzie słyszałam ten sam komunikat „abonent jest czasowo niedostępny, lub jest poza zasięgiem sieci”. Poszłam do sąsiadów lecz nikogo nie zastałam. Byłam wprost przerażona nie wiedziałam co robić. Łzy cisnęły mi się do oczu. Jak zawsze otoczona byłam rodziną, przyjaciółmi, tak teraz nie miałam nikogo. Położyłam się na łóżku i zaczęłam płakać… Nagle Roki wskoczył na mnie i zaczął szczekać. Obudziłam się.
Okazało się, że to był tylko sen. Poduszka był mokra od łez. Gdy zobaczyłam piękne, czerwcowe słońce za oknem zerwałam się szybko. Cieszyłam się, że znów jest nowy dzień. Jak zwykle skorzystałam z porannej toalety, Roki kręcił się między nogami, ogarnęłam się szybko, wyszłam na dwór, spotkałam panią Dorotkę, opowiedziałam jej mój sen, była przerażona, ale zagwarantowała mi, że nigdy nie będę sama. Spotkałyśmy pana Tomka, dzieci biegnące do szkoły. Wszystko było jak zawsze. Dosłownie dzień jak co dzień.